i need you, my tea boy.

11:37 PM


Dziś, pierwszy raz od szesnastu dni dopadł mnie smutek. 
Dlaczego mój smutek, nie może mieć tak pięknej i łagodnej formy jak u Haliny (w moim wyobrażeniu)? Dlaczego nie siadam wtedy, z palcami wtopionymi w futro kota (lub w Twoje włosy) i nie piszę wierszy? Dlaczego mój smutek musi być drastyczny, gwałtowny i obezwładniający? Umiem wyczuć każde ukłucie serca, gorzką myśl, ucisk w gardle.
Mój smutek trwa dokładnie od czterech godzin i dwudziestu pięciu minut. 


(moje ukochane zdjęcie ukochanego Pana z Herbatą 11.01.2013)

You Might Also Like

5 comments

  1. doskonale znam to uczucie. tak samo jak Ty, w czasie smutku, chciałabym móc pisać piękne wiersze lub chociaż robić piękne zdjęcia, a tu nagle bezsilność i bezradność.

    ReplyDelete
  2. Czasem myślę, że wiersze nie rodzą się ze smutku. Wiersze rodzą się z krzyku, a potem tylko sprawiają wrażenie delikatnych...

    ReplyDelete
    Replies
    1. U Poświatowskiej czuć tak wiele spokoju i wyrozumiałości wobec smutku. Ja nie umiem być wyrozumiała wobec porażek.

      Delete
    2. ***

      nie potrafię inaczej
      w środku ciała
      jest kot wygięty pragnieniem
      wołający o człowiecze ręce

      uspokajam go słowami
      kłamię
      o przedziwnych kolorach i dźwiękach

      wbija okrągłe oczy
      w pustą ścianę
      nie wierzy
      przeciąga się
      prostuje palce

      nie wierzy w nic
      i nagle
      wszystkie zgięte paznokcie
      wbija we mnie
      głuchy ślepy kot

      Jednak to także ona...

      Delete
  3. przyjemnie się czyta twoje bloga...

    mam nadzieję, że nie ma już śladu po twoim smutku..

    ReplyDelete

Instagram