MJU-tiful diary: Kielce

3:42 PM


Do Kielc wybrałam się by zobaczyć miasto mojej bliskiej osoby. Jak większość rzeczy u mnie decyzyjny był przypadek, bo zbierać zbierałam się długo. Długo trwała też sama podróż do Kielc. Na trasie do Skalnego Miasta w Czechach, bo tu zaczyna się początek całej historii, mój samochód odmówił posłuszeństwa (kto wie, ten wie, że nie jest to nic rzadkiego). W spektakularnym dymie spod maski i w kabinie pasażera, zatrzymaliśmy się na środku autostrady. Pięć kilometrów przed zjazdem na Katowice zapakowaliśmy auto i siebie do najdroższej taksówki świata i wróciliśmy do Krakowa (co również w moim przypadku nie jest czymś rzadkim, ale wtedy był to mój pierwszy raz). Od tego momentu do momentu pojawienia się w Kielcach trochę czasu minęło. Był mechanik, było przeniesienie całej sporej zawartości bagaży z samochodu na drugi koniec miasta, rozpacz, upał, głód, niemalże kryzys gonił kryzys. Koniec końców, gdy ochłonęliśmy zdecydowaliśmy się jechać do Kielc, po prostu. Nie chcieliśmy zostawać w Krakowie, nie chcieliśmy się rozpakowywać. Kupiliśmy bilet na pociąg, znów przetaskaliśmy spory bagaż na dworzec i jeśli mnie pamięć nie myli, chyba już nic złego się nie stało. Tak zaczęłam swoje krótkie wakacje. Jedne z lepszych! 

























You Might Also Like

0 comments

Instagram